Historyjki, anegdoty, spostrzeżenia ze środkami komunikacji w tle.
Kategorie: Wszystkie | Podróże
RSS
sobota, 17 lipca 2010

Droga powrotna. Mimo, iż w deszczu to półtorej godziny czekania na przesiadkę minęło dość szybko.   Pociąg jechał ze Szczecina, ale znalazłem pusty przedział. Otworzyłem ulubiony tygodnik. Przedział konduktorów znajdował się po drugiej stronie składu. Nie chciało mi się do nich iść. ‘Sami przyjdą’ –pomyślałem. Przeczytałem artykuł o energii słonecznej, problemach gospodarczych Hiszpanii, kolumnę nowinek technicznych, a po co ciekawszych felietonach zabierałem się za te zapowiadające się na bełkotliwie nudne z serii ‘wszyscy wiedzą, że politycy są źli, ale nikt inny tak tego nie przeintelektualizuje jak zrobię to ja’. Konduktora wciąż nie było.  W międzyczasie przewinęło się przez przedział kilka osób. Dojeżdżaliśmy do Poznania.

W stolicy Wielkopolski z korytarza dobiegły mnie głosy podniecenia. Hałas, harmider, rwetes. ‘Elka, tylko zajmij nam miejsca!’, ‘Ja nie chce z Michałem, bo mu nogi capią!’, ‘Siadać gdziekolwiek!’, ‘Marek z Jurkiem nie wydurniać się!’, ‘ Ewaa, ale zwała, masz błyszczyk? Ja zapomniałam!!’, ‘Spoko!’, ‘ Przecież ja nie wytrzymam bez palenia 8 godzin’. Słowem, gimnazjalna wycieczka.

- Dzień dobry, u pana jest wolne? – Zapytała dziewczyna.

- Jak widać. – Odparłem.

Do przedziału weszło 7 gimnazjalistek. Usiadły. Te twarzą do mnie obcięły mnie. Tym z boku się nie przyglądałem. ‘Część z nich na pewno nie ma już problemów z kupowaniem wódki w sklepach’- pomyślałem.

Wygląd wyglądem, ale w ciałach kobiet w najlepsze harcowały dusze dziewczynek.

- Tej Gana, co masz do czytania?

- Twista, Dziewczynę i Mówią Wieki.

- Co kurwa mówią!? Co ty czytasz?

- Nie wiem, w domu było.

- Beka.

W międzyczasie po przekątnej:

- Ej Wojtek mi napisał!

- Aaa, no co Ty?!

- Noo, piją u Małego.

- Spoko, dużo wiary?

- Nie wiem, zapytam.

- Zapytaj o Syzyfa

- Ee nie, bo się znowu wścieknie.

- Przestań „trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać”, nie Kaśka?

- No ba!- Zachichotała.

- Dobra, włączymy jakąś muzyczkę. – Dziewczyna przy oknie sięgnęła do torby. Wyjęła głośniczek na baterie, podłączyła do wyjścia słuchawkowego odtwarzacza mp3. W przedziale popłynęły płaskie basy i za wysokie soprany. Kalvi i Remi albo inne cudo… Mnie otworzył się w kieszeni scyzoryk, więc odszedłem w świat swoich rytmów. Gimnazjalistki plotkowały w najlepsze.

Rawicz, Kościan- konduktor się nie pojawił. Uraczył nas dopiero w Lesznie. Bilety gimnazjalistek miał wychowawca.

- Ja poproszę o wypisanie. Do Wrocławia. Cały.

- No chyba pan żartuje. Nie ma pan biletu, mandat będzie.

- Słucham? Możecie przecież wypisywać bilety w pociągu. Nikt nigdy nie robił mi problemów!

- Pan chciał się przewieźć bez biletu. Zapraszam na korytarz!

- Panie, co pan?! Przecież poprosiłem o wypisanie.

- Proszę na zewnątrz, wypiszę mandat.

- Niech pan mu daruje! – Odezwała się jednak z dziewczyn. – Właśnie, niech pan taki nie będzie! – Dołączyły kolejne.

- Widzi pan, nawet dziewczyny uważają, że zachowuje się pan dziwnie.

Łysawy, postawny gbur nie wzruszył się.

-Dowód proszę.

Podałem.

- Panie kurwa, no daj pan spokój! Przecież to jest jakaś paranoja! – Irytacja mieszała się ze stresem. W końcu nikt nie lubi dostawać mandatów. Szczególnie tak banalnych.

- Przepisy są przepisami.

Nie wytrzymałem. Do życia podchodzę z optymizmem, tego samego oczekuję od innych, jednak gdy ktoś robi mi po złości umiem ukłuć.Skoro niczego już nie mogę odwrócić...'

- Co, dobrze się teraz czujesz, co? Taki ważny teraz jesteś. – Zacząłem tak cynicznie, jak tylko potrafiłem.

Gbur wypisywał blankiecik.

- Pierdole ten mandat, wiesz. W tym momencie to ja się cieszę. Cieszę się, że do końca życia będziesz jeździć w tych przedziałach.

Konduktor zmarszczył brwi. Jestem pewien, że dotarło tam gdzie celowalem.

- Skąd pan jedzie?

- Z Poznania- skłamałem i dodałem. – I wiesz, dobrze mi, że do końca życia będziesz śmierdzieć tym wagonem i srać w tych kiblach tu. Tak, teraz to mi lepiej.

- Nie piłem z tobą wódki, więc nie mów mi na 'ty' gówniarzu! – Rzucił mi mandat, blankiet i dowód.

- Nie miałbyś szans! – parsknąłem z udawanym rozbawieniem.

Konduktor trzasnął drzwiami a ja spojrzałem na mandat. Ciekawe ile by było, gdybym powiedział, że ze Stargardu. Lepiej nie myśleć.

- Dużo? – Zapytała jedna

- Trzy stówy… - odpowiedziałem zdołowany.

- Jakiś pojebany- dodała inna.

- No… Masakra.

- Ale my mamy coś na pocieszenie. Dziewczyny pijemy Colę? – Uśmiechnęła się.

Przeszło przez aklamację. Cola okazała się napojem uczniowskim na starym patencie. Pół na pól z wódką i jest legal.  W kilka kilometrów atmosfera z grobowej przeszła w całkiem odlotową. Gimnazjalistki okazały się uczennicami pierwszej klasy liceum. Jechały na wycieczkę do Krakowa. Dla trzeciej po lewej, mógłbym nawet wrócić do licealnego wieku.

-W sumie nie taka ostatnia ta młodzież, jak ją malują. – Pomyślałem wychodząc na dworzec główny z lekkim szumem w głowie.

11:19, maks.fuski , Podróże
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 lipca 2010

Wracałem nad morze. Był środek tygodnia, późna wiosna, jeszcze przed sesją egzaminacyjną. Pociłem sie w przedziale, za oknem migała cala paleta kolorów - żółty śmierdzący rzepak, żywozielona zieleń liści i traw, czasami brudnobrunatne cegły budynków. Oprócz mnie nie było nikogo, czytałem ulubiony tygodnik.

Pociąg zatrzymał sie w Poznaniu. Mam stały patent na podróżnych. Często skutkuje. Przede wszystkim, częściowo zasłonięte firanki. Dalej, siedzieć na środku z wyciągniętymi na przeciwne siedzisko nogami i pod żadnym pozorem nie spoglądać sie na przechodzących korytarzem. Kontakt wzrokowy uznają za zaproszenie i zawsze wchodzą z tym samym durnym pytaniem 'czy znajdzie sie jedno wolne?'. Jakby rezerwacja była, albo przydział dla jakichś NICH z kasty wyższej. Wiadomo,
ze jest wolne. Ja nigdy nie pytam, tylko zajmuje miejsce.

Kątem oka obserwowałem jak przechadza kolejni ludzie. Zgodnie z planem, żaden nie zainteresował sie miejscem obok mnie. Przeszli wszyscy. Zadowolony przymierzałem sie
do artykułu o korupcji w polskiej piłce, kiedy szarpnął za drzwi.

- Bedzie jedno? - Wyszczerzył zęby.

- Jasne. - Zdjąłem nogi z siedzenia.

- To dobrze- znowu wyszczerzył zęby i bokiem wgramolił się sie do przedziału. Przełożył rękę
ze znaczną plecioną siatką, dał krok do przodu, przełożył druga rękę z taką samą. Uderzył sie barkiem o ściankę działową z oknem.

Powietrze w przedziale stanęło. Zapach skojarzył mi sie ze smrodem z hodowli lisów w rodzinnej miejscowości mojego dziadka, którą odwiedziłem jak dziecko. Mieszanina fekaliów, trocin i wilgoci. Rewelacja. Gość miał z 55 lat, słomiane włosy, na oko, trzydniowy zarost, czerwona koszule w kratę
i TO.

Wytrzeszczyłem oczy- z reklamówek wyglądały trzy gigantyczne głowy królików z gigantycznie wielkimi uszami.

- Piękne, co? Z Czech z nimi wracam, na targach kupiłem.

- w życiu takich nie widziałem. - Króliki były monstrualne. Z postawionymi uszami sięgały mi
do polowy uda.

- Bo to holenderskie - wyszczerzył się ponownie. - Hodowle mam. Dwie samice i rozpłodowy jeden.

Wyciągnął kanapkę i zaczął jeść krusząc przy tym na podłogę.

- To kawał drogi za panem. Daleko pan jedzie? - Zapytałem marząc o odpowiedzi, ze do Oborników.

- Do Piły. Jeszcze kawal drogi. A pan?

- Do końca.

- O, to tez ładnie. - Pomidor kapnął mu na rękaw. -Cholera, stara wypierze.

Pociąg ruszył a ja byłem pewien, ze do Piły nie będę mieć juz dodatkowych pasażerów w przedziale.

Hodowca otworzył piwo, króliki poczuwszy grunt pod łapami zaczęły sie gramolić.

- Siedzieć tam! -Wziął łyka i wytargał jednego za uszy.

Rozpoczęła sie walka. Trzy króliki podzielone na dwie siatki, co rusz przypuszczały atak na otaczający je świat poza reklamówką.

- Zaraz będzie je ganiać po całym przedziale, jestem tego pewien- pomyślałem.

Zabrałem sie za artykuł o korupcji. W polowie drugiej kolumny, w której omawiano sylwetkę 'Fryzjera', gość otworzył drugie piwo. Słonce święciło...

Gość dopił drugie piwo i zaczęło się. Wyrzucając puszkę do śmietnika spuścił króliki z jednej siatki. Samiec wylazł pierwszy. Dość nieśmiało samica za nim.

- Karwasz twarz, gdzie mi tu! - Zaczął pakować je z powrotem. Gdy tylko puścił druga siatkę, wylazła druga samica. Przed oczami stanął mi Adaś Miałczyński a w głowie zagrała Molesta - 'wiedziałem,
że tak Bedzie'. Króliki łatały po przedziale, a właściciel walkę z nimi przeplatał walką z samym sobą. Dwa piwa na słońcu w końcu zrobiły swoje. Gdy jednego wsadził do siatki, zajmował sie drugim
i trzecim. Wówczas ten nie niepokojony wychodził w najlepsze i tak w kółko... Wspólnik podroży pocąc sie i złorzecząc walczył, jednak trzy trzeźwe króliki przeciw podpitemu rolnikowi to banda łysego.

Uszaty wskoczył obok mnie. Wyczekiwałem co zrobi. Przyjrzał mi się i ruszył w moja stronę. 'Wypad!' Odepchnąłem go ręką.

- Spokojnie, one nie są groźne. Zaraz je spakuje. France jedne są zwinne.

Zepchnięty królik zlał sie na środku. Plama moczu robiła sie coraz większa. Odsunąłem nogi. Samiec wcisnął się pod siedzenie, samica przespacerowała sie po niej w najlepsze i zaczęła mi sie przyglądać.

- Niech ją pan weźmie, jeszcze mnie uświni.

- Juz, już, chodź tu kurwa!

Jedynego czystego królika włożył do reklamówki. Przytrzymałem ją, złapał kolejne dwa.

Asekurując siatki, chusteczką wycierał szczyny.

- Są bestie- wyszczerzył się.

Nie odpowiedziałem.

Pociąg wjechał na stacje. Zerknąłem na tabliczkę- Pila. Zdziwiony, ze to juz, odetchnąłem.

Gdy wyszedł, tez postanowiłem zmienić przedział. ściągnąłem torbę, przedział wcześniej zajmowały dwie osoby.

- Dzień dobry.- Zająłem miejsce przy drzwiach.

Tagi: podróże
15:18, maks.fuski , Podróże
Link Dodaj komentarz »
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi