Historyjki, anegdoty, spostrzeżenia ze środkami komunikacji w tle.
Blog > Komentarze do wpisu

Króliki

Wracałem nad morze. Był środek tygodnia, późna wiosna, jeszcze przed sesją egzaminacyjną. Pociłem sie w przedziale, za oknem migała cala paleta kolorów - żółty śmierdzący rzepak, żywozielona zieleń liści i traw, czasami brudnobrunatne cegły budynków. Oprócz mnie nie było nikogo, czytałem ulubiony tygodnik.

Pociąg zatrzymał sie w Poznaniu. Mam stały patent na podróżnych. Często skutkuje. Przede wszystkim, częściowo zasłonięte firanki. Dalej, siedzieć na środku z wyciągniętymi na przeciwne siedzisko nogami i pod żadnym pozorem nie spoglądać sie na przechodzących korytarzem. Kontakt wzrokowy uznają za zaproszenie i zawsze wchodzą z tym samym durnym pytaniem 'czy znajdzie sie jedno wolne?'. Jakby rezerwacja była, albo przydział dla jakichś NICH z kasty wyższej. Wiadomo,
ze jest wolne. Ja nigdy nie pytam, tylko zajmuje miejsce.

Kątem oka obserwowałem jak przechadza kolejni ludzie. Zgodnie z planem, żaden nie zainteresował sie miejscem obok mnie. Przeszli wszyscy. Zadowolony przymierzałem sie
do artykułu o korupcji w polskiej piłce, kiedy szarpnął za drzwi.

- Bedzie jedno? - Wyszczerzył zęby.

- Jasne. - Zdjąłem nogi z siedzenia.

- To dobrze- znowu wyszczerzył zęby i bokiem wgramolił się sie do przedziału. Przełożył rękę
ze znaczną plecioną siatką, dał krok do przodu, przełożył druga rękę z taką samą. Uderzył sie barkiem o ściankę działową z oknem.

Powietrze w przedziale stanęło. Zapach skojarzył mi sie ze smrodem z hodowli lisów w rodzinnej miejscowości mojego dziadka, którą odwiedziłem jak dziecko. Mieszanina fekaliów, trocin i wilgoci. Rewelacja. Gość miał z 55 lat, słomiane włosy, na oko, trzydniowy zarost, czerwona koszule w kratę
i TO.

Wytrzeszczyłem oczy- z reklamówek wyglądały trzy gigantyczne głowy królików z gigantycznie wielkimi uszami.

- Piękne, co? Z Czech z nimi wracam, na targach kupiłem.

- w życiu takich nie widziałem. - Króliki były monstrualne. Z postawionymi uszami sięgały mi
do polowy uda.

- Bo to holenderskie - wyszczerzył się ponownie. - Hodowle mam. Dwie samice i rozpłodowy jeden.

Wyciągnął kanapkę i zaczął jeść krusząc przy tym na podłogę.

- To kawał drogi za panem. Daleko pan jedzie? - Zapytałem marząc o odpowiedzi, ze do Oborników.

- Do Piły. Jeszcze kawal drogi. A pan?

- Do końca.

- O, to tez ładnie. - Pomidor kapnął mu na rękaw. -Cholera, stara wypierze.

Pociąg ruszył a ja byłem pewien, ze do Piły nie będę mieć juz dodatkowych pasażerów w przedziale.

Hodowca otworzył piwo, króliki poczuwszy grunt pod łapami zaczęły sie gramolić.

- Siedzieć tam! -Wziął łyka i wytargał jednego za uszy.

Rozpoczęła sie walka. Trzy króliki podzielone na dwie siatki, co rusz przypuszczały atak na otaczający je świat poza reklamówką.

- Zaraz będzie je ganiać po całym przedziale, jestem tego pewien- pomyślałem.

Zabrałem sie za artykuł o korupcji. W polowie drugiej kolumny, w której omawiano sylwetkę 'Fryzjera', gość otworzył drugie piwo. Słonce święciło...

Gość dopił drugie piwo i zaczęło się. Wyrzucając puszkę do śmietnika spuścił króliki z jednej siatki. Samiec wylazł pierwszy. Dość nieśmiało samica za nim.

- Karwasz twarz, gdzie mi tu! - Zaczął pakować je z powrotem. Gdy tylko puścił druga siatkę, wylazła druga samica. Przed oczami stanął mi Adaś Miałczyński a w głowie zagrała Molesta - 'wiedziałem,
że tak Bedzie'. Króliki łatały po przedziale, a właściciel walkę z nimi przeplatał walką z samym sobą. Dwa piwa na słońcu w końcu zrobiły swoje. Gdy jednego wsadził do siatki, zajmował sie drugim
i trzecim. Wówczas ten nie niepokojony wychodził w najlepsze i tak w kółko... Wspólnik podroży pocąc sie i złorzecząc walczył, jednak trzy trzeźwe króliki przeciw podpitemu rolnikowi to banda łysego.

Uszaty wskoczył obok mnie. Wyczekiwałem co zrobi. Przyjrzał mi się i ruszył w moja stronę. 'Wypad!' Odepchnąłem go ręką.

- Spokojnie, one nie są groźne. Zaraz je spakuje. France jedne są zwinne.

Zepchnięty królik zlał sie na środku. Plama moczu robiła sie coraz większa. Odsunąłem nogi. Samiec wcisnął się pod siedzenie, samica przespacerowała sie po niej w najlepsze i zaczęła mi sie przyglądać.

- Niech ją pan weźmie, jeszcze mnie uświni.

- Juz, już, chodź tu kurwa!

Jedynego czystego królika włożył do reklamówki. Przytrzymałem ją, złapał kolejne dwa.

Asekurując siatki, chusteczką wycierał szczyny.

- Są bestie- wyszczerzył się.

Nie odpowiedziałem.

Pociąg wjechał na stacje. Zerknąłem na tabliczkę- Pila. Zdziwiony, ze to juz, odetchnąłem.

Gdy wyszedł, tez postanowiłem zmienić przedział. ściągnąłem torbę, przedział wcześniej zajmowały dwie osoby.

- Dzień dobry.- Zająłem miejsce przy drzwiach.

niedziela, 11 lipca 2010, maks.fuski
Tagi: podróże

Polecane wpisy

Ostatnie wpisy